335. Podsumowanie książkowe - marzec 2025.
W marcu udało mi się przeczytać 18 książek.
Najmilej wspominam przygodę z tytułem: Stella. Narodziny psychopatki, Przepraszam, Zwierz i Oczy szeroko otwarte.
Oto pełna lista:
1 Nocny agent Matthew Quirk wydawnictwo Zysk i S-ka
Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
Serial Netflixa Nocny agent miałam w planach od jakiegoś czasu. Zwlekałam z jego obejrzeniem, nie wiedząc jeszcze wtedy, że powstał on na podstawie książki. Wręcz przeciwnie. Żyłam w mylnym przekonaniu, że to serial powstał pierwszy, a książka została napisana na jego podstawie. Dlaczego w takim razie nie skusiłam się na seans? Po prostu lubię oglądać ukończone produkcje. Z perspektywy czasu dobrze się stało, bo mogę przy okazji tego dzieła zachować prawidłową kolejność i najpierw przeczytać książkę, a później spokojnie porównać rozwój sytuacji z serialem.
Nocny agent książka autorstwa Matthew Quirk'a to połączenie thrillera politycznego z sensacją. Bohaterem powieści jest Peter Sutherland, młody agent FBI, który zostaje wyznaczony do pracy w pokoju sytuacyjnym Białego Domu. Peter ma za zadanie pilnować telefonu alarmowego, który jeszcze nigdy nie zadzwonił. Aż to tej nocy. O 1:05 telefon dzwoni. W słuchawce Peter słyszy głos kobiety, która twierdzi, że doszło do morderstwa dwóch osób, a zabójca jest z nią w domu. Jedna z ofiar podała jej ten numer z wiadomością do przekazania: „Powiedz im, że Rybołów miał rację. To się stanie…”. Peter zostaje wciągnięty w spisek, który związany jest z rosyjskim szpiegiem, a zdrajcą może być każdy w Białym Domu. Czy ma to coś wspólnego z ojcem Petera, który przed laty został oskarżony o zdradę i przekazywanie tajemnic Rosjanom? Jedno jest pewne, by ocalić kraj, Peter musi złamać wszystkie dotychczasowe zasady i nikomu nie ufać.
Jak tylko w opisie pojawia się spisek w Białym domu, od razu na myśl przychodzi mi skojarzenie z filmem Olimp w ogniu z Gerardem Butlerem w roli głównej. Fabuły nie są do siebie zbliżone, ale w obu postaciach i ogólnym zarysie dostrzegam chęć ochrony państwa oraz lokalny patriotyzm. Mam słabość do amerykańskości w tym wydaniu. Jeżeli chodzi o Nocnego agenta – na samym początku dość ostrożnie podchodziłam do fabuły, trochę nie wierząc w to, że uda mi się w końcu trafić na dobrą książkę z gatunku sensacji, której mam już pod dostatkiem na ekranie, a ciągle szukam jej w książkach. Jednak im bardziej zagłębiałam się w fabułę, tym moja ekscytacja i wiara w to, że trafiłam na kawał dobrej lektury, stale rosła. Dzięki krótkim rozdziałom książkę czytało mi się płynnie i szybko, i to samo mogę powiedzieć o rozwoju akcji. Tempo rozwoju sytuacji było dynamiczne i niemalże od pierwszego rozdziału zrozumiałam, dlaczego zdecydowano się na ekranizację tej powieści. Jeżeli ktoś dobrze czuje się w takich klimatach, myślę, że historia przypadnie mu do gustu. Mnie przypadła. Trochę ubolewam nad zakończeniem, które zbiło mnie z tropu. Sama nie wiem dlaczego, bo przy tak szybkim tempie akcji nie miałam czasu, by zastanowić się nad tym, jak ostatecznie potoczą się losy Matthew. Chyba jednak za dużo naoglądałam się kina akcji i to nieco zaburza mój obraz. Ode mnie 8/10.
2. Stella. Narodziny psychopatki Adrian Bednarek wydawnictwo Zaczytani
Stella jako mała dziewczynka w jednej chwili straciła oboje rodziców. Ojciec został zabity przez matkę, która trafiła do więzienia. Dziewczynka trafiła pod opiekę wujka, który postanowił najpierw sprzedać jej dziewictwo, a później kazać zarabiać na siebie ciałem. Stella przystosowuje się do okoliczności, jednak pewnego dnia coś w niej pęka i jej ciemna strona budzi się do życia. Dziewczyna postanawia wrócić w swoje rodzinne strony, by znaleźć osobę, która w jej mniemaniu odpowiada za rozpad jej rodziny. Jak daleko zaprowadzi ją chęć zemsty?
O tym, że Adrian Bednarek w kwestii świrów nie bierze jeńców, mogłam się przekonać przy bohaterze zwanym Kuba Sobański. Jednak nie przypuszczałam, że narodzi się godna przeciwniczka Kuby w postaci Stelli – dziewczyny, której zachowanie wywołało we mnie skraje emocje. Na początku było mi jej żal, a później nie mogłam znieść jej postępowania. Brawa za to dla autora, który stworzył tak intensywną postać – psychopatkę level hard. Nawet ja - fanka mocnych kryminałów wychodzących spod pióra Cartera, wymiękałam. Trudno mi objąć rozumem to, co przeczytałam dlatego mam do autora ogromny szacunek za to, że podążył tą ścieżką, budował napięcie do samego końca i nie wymiękł tak jak ja. Ode mnie 10/10. Wydawało mi się, że nie tak łatwo mną wstrząsnąć. A jednak nie jest to takie trudne.
Książka idealnie wpasowała się w wyzwanie czytelnicze z hashtagiem #klubniespokojnejstarosci organizowanym przez @zakurzona.biblioteczka i @lechita92 w kategorii Ze śmiercią jej do twarzy – książka, w której bohaterka jest seryjną zabójczynią.
PS. Jeżeli tak wyglądają narodziny, aż boje się pomyśleć jak wyglądają oblicza zemsty.
3. O czym szumi ocean Wiktoria Emilia Regin wydawnictwo Filia
Inga przeżyła zawód miłosny. Jest zagubiona, ponieważ została porzucona w dość trudnym momencie jej życia. Pewnego dnia otrzymuje list od cioci Malviny z Kanady, z którą dawno się nie widziała. Postanawia wybrać się w podróż, by choć na chwilę oderwać myśli od dręczących ją problemów. Na miejscu okazuje się, że ciocia ma dla niej wyjątkową niespodziankę. Tą niespodzianką jest opowieść o trzech siostrach, którym przyszło zmierzyć się z II wojną światową. Ewa, Ruta i Róża to wyjątkowe kobiety, które musiały dokonywać wyborów, które zmieniły nie tylko ich życie. Czy z historii tych trzech kobiet Inga wyciągnie coś dla siebie? Czy mimo rozstania, pokocha dziecko, które nosi pod sercem?O czym szumi ocean to debitu literacki pani Wiktorii. Z przyjemnością mogę przyznać, że udany. Styl autorki jest bardzo przyjemny, lekki, emocjonalny i pełen refleksji (zwłaszcza wątki wojenne),co sprawiło, że można było się wczuć w fabułę i utożsamić z postaciami. Jest jednak coś, co mi trochę przeszkadzało. Już przy kilku powieściach miałam problem z zestawieniem ze sobą przeszłości z teraźniejszością. Tutaj również się to wydarzyło. Jak się zaczyna wątek od tego, co tu i teraz, jest zawsze ok. Jednak kiedy wpuszcza się w czytelnika w świat wojny, a później wraca do teraźniejszości, to chwila obecna wypada strasznie blado. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, ale potwierdza się za każdym jedna prawidłowość – tematy wojenne lepiej się twórcom opowiada, jest w ich opisie jakaś nuta wrażliwości, bólu, smutku i żalu, której później chyba nie wystarcza na opis aktualnych wydarzeń. To nie jest zastrzeżenie do pióra autorki, proszę tak tego nie rozumieć. To są tylko i wyłącznie moje odczucia. Z przykrością muszę przyznać, że nie polubiłam się z Ingą. Z początku starałam się ją zrozumieć. Zmieniło się to kiedy poznałam historię każdej z sióstr. Nie zestawiam tutaj przeżyć kobiet, po prostu charakterologicznie Inga nie przypadła mi do gustu. Ode mnie 8/10.4. Solaris Stanisław Lem wydawnictwo Audioteka
Gdyby nie #wyzwanieczytelnicze portalu @lubimyczytac, brzmiące tak: Przeczytam polską książkę wydaną w latach 1945–1989, chyba przez najbliższe lata nie sięgnęłabym po Solaris. Mimo iż świat galaktyki, chociażby za sprawą Projektu Hail Mary nie jest mi już taki straszny, to nadal czuję się w tym świecie obco. Postanowiłam jednak dać sobie szansę na przeżycie wspaniałej przygody, ufając po raz pierwszy @audioteka i zatraciłam się w świat obcej galaktyki za sprawą słuchowiska. Bohaterem powieści jest psycholog Kris Kelvin, który przybywa z Ziemi na stację badawczą orbitująca wokół planety Solaris, gdzie od dziesięcioleci naukowcy badają tajemniczy ocean pokrywający planetę. To, co miało być rutynowym zadaniem do wykonania, zmienia się w trudną misję. Na stacji dochodzi do niepokojących rzeczy, a jedną z nich jest pojawienie się Harey – kobiety, którą Kris kochał i stracił. Czy Harey jest zjawą? A może jest eksperymentem ze strony obcej inteligencji? Pierwsze co mi przyszło na myśl po przeczytaniu tej powieści to to, że tak samo, jak każda piosenka tak i każda książka jest o miłości. Mam wrażenie, że wątek miłosny w Solaris ma większe znaczenie, niż się to wydaje na pierwszy rzut oka. Muszę przyznać, że fabuła nie była dla mnie do końca zrozumiała. Nie wiem, jak by mi się, tę powieść czytało, ale cieszę się, że zdecydowałam się przyswoić ją w formie audio, bo Robert Więckiewicz przeprowadził mnie przez historię Krisa w sposób zadowalający. Poza tym słyszeć głos Adama Woronowicza w słuchawkach to sama przyjemność. W ogóle jakość wykonania produkcji stała na wysokim poziomie. Już teraz wiem, za co użytkownicy chwalą Audiotekę. Będę częściej sięgać po oryginalne produkcje. Ode mnie 8/10.
5. Przepraszam Macel Moss wydawnictwo Filia
Do tej pory za najlepszą powieść pana Marcela uważałam Pokaż mi i niewiele brakowało, bym oceniła ją na 10. Dzisiaj mogę ogłosić, że pierwsza dycha dla książki autora przypada na najnowszy tytuł Przepraszam. Julia i Ben przyjaźnią się z Tessą i Mariuszem, którym niedawno porwano i zabito pięcioletnią córkę. Julia jako kochająca żona i mama upragnionego synka współodczuwa tę tragedię. Jej życie również ulega zmianie, kiedy pewnego dnia okazuje się, że jej mąż zniknął, a jedyny ślad, jaki za sobą zostawił, to kartka na stole ze słowem PRZEPRASZAM. Julia wraz z pomocą Mariusza postanawia szukać ukochanego, nie wiedząc, że trafi na fakty z życia męża, które spowodują, że przestanie wierzyć człowiekowi, któremu ufała i którego kochała bezgranicznie. Czy zniknięcie Bena ma coś wspólnego z zabójstwem córki ich przyjaciół? Czy morderstwo trójki dzieci sprzed 22 lat jest w jakimś stopniu z nim związane? Po pierwszych rozdziałach czułam, że ta powieść autora będzie na swój sposób wyjątkowa. Zaczęło się mocno, a autor każdym zwrotem akcji dokładał do pieca. Czułam się jak podczas oglądania Labiryntu z Hugh Jackmanem, kiedy to dreszcz przerażenia, fascynacji każdym kolejnym odkrywanym wątkiem pozbawia mnie tchu. Zaczęło się grubo, a skończyło jeszcze grubiej. Po latach otaczania się kryminałami i thrillerami wydaje mi się, że potrafię przewidywać zakończenia. Muszę poprzestać, tylko na wydaje mi się, bo nie przypuszczałam, że ta historia zakończy się w taki, a nie inny sposób. Ode mnie 10/10.
6. Białe kości Graham Masterton wydawnictwo Albatros
Po twórczość Grahama miałam ochotę sięgnąć już dawno. Wiedziałam jednak, że nie zapuszczę się w rejony horrorów, lecz skupię się na jego kryminalnej twórczości. Jednak jak się okazało, autor tak lubi się z gatunkiem grozy, że nawet w kryminalną fabułę musiał wpleść rytualny wątek. Nasza przygoda zaczęła się tak średnio. Nie ma tragedii, ale myślałam, że będę szczękę zbierać z podłogi, śledząc poczynania Katie. Niestety tak się nie stało. Myślałam, że Maguire będzie moją drugą po Tracy Crosswhite moją ulubioną policjantką. Na ten moment Katie nie dorasta Tracy do pięt.Katie Maguire to irlandzka policjantka, którą poznajemy w dość trudnym dla niej momencie. Niedawno straciła nowo narodzone dziecko, a jej małżeństwo zaczyna się spytać, kiedy odkrywa, że jej mąż wchodzi w konflikty z prawem. Pewnego dnia na jednej z farm zostaje odnaleziony masowy grób, a w nim kilkanaście szkieletów. Kości zostały dokładnie obrane z mięsa, a przy każdej zawieszono maleńką laleczkę przypominająca rytuały Voodoo. Ze względu na wiek kości, policja podejmuje decyzje o zamknięciu śledztwa. Szybko okazuje się, że po latach ktoś postanawia kontynuować dzieło, porywając młode dziewczyny, by dokończyć starożytny rytuał, mający na celu sprowadzenie na ziemię celtyckiej wiedźmy Morrigain. Czy Katie uda się złapać mordercę, zanim ten dotrze do trzynastej ofiary?
Katie jako policjantka bardzo mnie zawiodła. Ciśnie mi się na ustach stwierdzenie, że jest głupia, ale to nie prawda. Myślę o niej w ten sposób, bo bardzo zawiodłam się na jej sposobie prowadzenia śledztwa i toku rozmyślania. Nie rozumiem do końca pomysłu autora na tę powieść. Z jednej strony miał to być ciekawy kryminał, przerażający thriller z domieszką grozy, a czasami miałam wrażenie, że autora ciągnie w stronę romantycznej obyczajówki. To ciągłe podkreślanie, że Katie jest obiektem westchnień zarówno kobiet, jak i mężczyzn męczyło mnie. Dam Maguire kolejną szansę, wierząc, że pierwszy tom to jedynie przetarcie śladów przed czymś naprawdę mocnym. Ode mnie 7/10.
7. Zwierz Piotr Kościelny wydawnictwo Initium
Po Łowcy, książce pana Piotra wiedziałam już, czego mogę się spodziewać. Mając na półce wszystkie jego książki, postanowiłam zapoznać się z tytułem Zwierz. To był kolejny doskonały wybór.Marek Mikulski pseudonim Mikun jest policjantem z krwi i kości. Jest na tyle doświadczonym gliną, że żadna sprawa mu nie straszna, aż dotąd. Najpierw we Wrocławiu zostają znalezione zwłoki młodej kobiety, następnie w okolicach Wołowa zostają znalezione dwa kolejne ciała, a przy nich sprawa zostawił list. Policja wie, że ma do czynienia z seryjnym mordercą, który nosi pseudonim Zwierz. Kim jest Zwierz? Co łączy go z Mikunem?
„Właściwie zabijałem, odkąd pamiętam. Zaczynałem od zabijania zwierząt. Pierwszą ofiarą był kot sąsiadów. To było u babci na wakacjach. Mieszkała na wsi. Miałem zaledwie siedem lat. Zabiłem go kamieniem. Podchodził do mnie i się łasił. Głaskałem go po plecach, a drugą ręką sięgnąłem po kamień. Potem było więcej zwierząt. Ptaki złapane w siatkę, psy, jeże, najczęściej jednak koty. Człowieka zabiłem pierwszy raz, jak miałem dziesięć lat”.
Uwielbiam soczyste kryminały, w których trup ściele się gęsto. Postać Zwierza pod kątem psychologicznym bardzo mi się spodobała, jednak to Mikun zdobył moje serce. Jestem strasznie nudna w tej sferze, ale mam słabość do policjantów, a Mikun dołącza do grona moich ulubieńców. Jeżeli chodzi o prowadzenie fabuły, byłam mile zaskakiwana rozwojem sytuacji, choć muszę przyznać, że początek lekko wybił mnie z tropu, bo należę do grona osób, które lubią znać sprawcę nieco później, a najlepiej na końcu. Z perspektywy czasu uważam, że to był świetny zabieg, bo już na stracie można było wczuć się w klimat. Gdybym się miała do czegoś przyczepić – chciałabym, aby pan komisarz pod względem emocjonalnym bardziej się otworzył. Ode mnie 10/10.
Książka idealnie wpasowała się w wyzwanie czytelnicze z hashtagiem #klubniespokojnejstarosci organizowanym przez @zakurzona.biblioteczka i @lechita92 w kategorii: Koszmar pod kołdrą – książka, którą strach czytać nocą.
8. Marcowe fiołki Sarah Jio wydawnictwo Znak literanova
Podczas pierwszego zapoznawania się z twórczością autorki, po zachwycie nad Domem na plaży, Jeżynowa zima, Dom nad jeziorem i Marcowe fiołki wydały mi się odrobinę słabszymi powieściami. Wracając do książek pani Jio o dwóch z nich diametralnie zmieniłam zdanie, oceniając jej wyżej niż za pierwszym razem. Byłam przekonana, że Marcowe fiołki powtórzą ten schemat. Niestety nie. Jedyne co się zmieniło to to, że nie uważam tej książki za najsłabszą, bo to miano przypadło Kameliowemu ogrodowi, którego za pierwszym razem nie udało mi się przeczytać. Bohaterką powieści jest Emily, którą poznajemy w dość trudnym momencie jej życia. Jej świat rozpadł się na kawałki, kiedy jej mąż postanowił odejść do innej kobiety. Emily postanawia odciąć się od przykrych wspomnień i wyjechać na wyspę, na której jako dziecko spędzała wakacje. Na miejscu w jednej z szuflad trafia na pamiętnik tajemniczej Esther. Czytając go, nie wie jeszcze, że historia nieznajomej doprowadzi ją do odkrycia tajemnicy sprzed lat dotyczącej jej rodziny. Nieustannie jestem zauroczona pomysłami na fabułę pani Jio. Konfrontacja przeszłości z przyszłością, odkrywanie tajemnic sprzed lat – to zawsze mi się dobrze i przyjemnie czyta. Tym razem jednak odczuwam niedosyt, którego za pierwszym razem nie doświadczyłam. Sześć lat temu nie uważałam tej pozycji za najsłabszą, bo miała swój urok, ale teraz, gdyby nie Kameliowy ogród, niestety musiałabym tak o niej napisać. Gdzieś uleciał tamten blask, magia tamtej chwili, bo historia, która pierwotnie była bliska tego, by mnie zachwycić, teraz momentami lekko mnie irytowała. Mnogość trójkątów miłosnych, miłosnych zawirowań, sekretów, podejrzeń – to mnie aktualnie w takim wydaniu nie przekonuje. Trochę żałuję, że akurat ta książka przy drugim czytaniu wypadła tak blado. To jest historia z potencjałem, która na pewno zachwyci niejedną osobę. Mnie też zachwyca, żeby nie było, że spisuje tę powieść całkowicie na straty, lecz ten zachwyt jest o wiele mniejszy, niż bym chciała. Sama samą siebie zawodzę. A właściwie to moje uczucia mnie zawodzą. Ode mnie 7/10.
9. Akademia pana Kleksa Jan Brzechwa wydawnictwo Greg
Adaś Niezgódka jest jednym z uczniów Akademii pana Kleksa. Dzięki temu, że jest jego ulubieńcem, możemy się dowiedzieć czegoś więcej o tym wyjątkowym miejscu oraz jego założycielu. Jedną z naczelnych zasad akademii jest to, że uczą się w niej chłopcy, których imiona zaczynają się A. Dzięki Adasiowi poznajemy tajemniczego ptaka Mateusza, który skrywa pewną tajemnicę. Czy dowiemy się jaką? Jako rocznik ’92 wychowałam się na panu Kleksie, który ma twarz Piotra Fronczewskiego. Dobrze wspominam tamten film. Nie sprawdziłam jeszcze nowej Akademii na czele z Tomaszem Kotem, narobię to, ale coś mi mówi, że bliżej mi będzie to wspomnień z dzieciństwa. Jeżeli chodzi o książkę, nie miałam jej w planach w ogóle, bo nie wiedziałam o jej istnieniu. Naprawdę nie wiem, jak to się stało, ale nie miałam pojęcia, że przygody pana Kleksa miały swój początek na łamach książki. Dopiero niedawno się o tym dowiedziałam i zdecydowałam się zajrzeć do pierwowzoru. Fajnie było zajrzeć do świata, który dobrze się kojarzy, zatracić się we wspomnieniach z dzieciństwa, przypomnieć sobie pewne rzeczy, które umknęły mi na przestrzeni lat. Doceniam również przepiękne wydanie, które zachwyci niejedno dziecko. Ode mnie 8/10.
10. Z zimną precyzją Michael Tsokos wydawnictwo Skarpa Warszawska
Lena po dramatycznych wydarzeniach uciekła z Polski do Hiszpanii. Aktualnie pracuje jako agentka nieruchomości w Madrycie. Podczas jednego ze zleceń – sprzedaży luksusowego apartamentu poznaje przystojnego Carlosa Pereza. Lena jest przekonana, że to ich pierwsze i ostatnie spotkanie. Jeszcze wtedy nie wie, jak bardzo się myli… Nastaje dzień, w którym Lena potrzebuje prawnika. Jej wybór pada na Carlosa. Tylko czy przystojny Hiszpan zgodzi się jej pomóc, po tym, jak niedawno go spławiła? Kim w tej układance jest El diablo? W jak poważne kłopoty wpakowała się Lena?
Opowieść bardzo fajnie się zaczęła. Już od początku wyczułam ognisty temperament w pisaniu i w samej historii, co bardzo mnie ucieszyło, bo jak już sięgam raz na jakiś czas po erotyk, oczekuję soczystej fabuły, mocnych i wyrazistych postaci. Nie dość, że to wszystko dostałam, podparte zostało to przyjemnym stylem autorki. Niestety trochę fabularnie nie zostałam zaspokojona. Dużo się działo to fakt, ale nie wiem właśnie, czy nie za dużo. Jeden schemat przysłaniał drugi i momentami zaczynałam się nudzić. Mimo to ode mnie 7/10. Książka warta zauważenia.
12. Głosy z zaświatów Remigiusz Mróz wydawnictwo Filia Kiedy trzy lata temu zaczęłam przygodę z Sewerynem Zaorskim, nie spodziewałam się, że pierwszy tom z tej serii, czyli Listy zza grobu okażą się najsłabszą powieścią autora. Wróciłam to tej serii, by odczarować pierwsze spotkanie i tak sama nie do końca wiem, czy mi się to udało.
Po wydarzeniach z poprzedniego tomu Seweryn stara się wrócić do normalności. Niestety nie jest mu to dane. Kiedy do zakładu patomorfologii w Żeromicach zaczynają trafiać ciała małych dzieci z okolicy i nikt nie potrafi rozwiązać zagadki ich śmierci, Seweryn decyduje się pomóc policji, która początkowo nie jest skłonna do współpracy, mając podejrzenia co do motywacji Zaorskiego. Tymczasem Kaja Burzyńska czuje, że coraz bardziej oddala się od męża, który nadal nie jest świadomy tego, że kocha ona innego mężczyznę. Czy Kaja poradzi sobie z wyrzutami sumienia? Czy Seweryn mimo podejrzeń policji złapie mordercę?
Jestem wściekła. Przeokropnie jestem wściekła, rozgoryczona, zdenerwowana na to, co zastałam w tej książce. To, co działo się w kościele… Zakończenie… Jedyne, na co mnie stać to wyrzucanie z siebie przekleństw. Jestem też zła, bo niestety nadal czuję, że seria z Zaorskim nie jest mi zbyt bliska. Fabularnie co prawda ta powieść zmiotła mnie z planszy, ale duet Zaorski – Burzyńska – ich vibe mi nie odpowiada. Mam wrażenie, że ich relacja, choć na pierwszy rzut oka na taką nie wgląda, jest zbyt romantyczna, patrząc na to, co do tej pory prezentował autor. Ich relacja jest taka niemrozowa. Za mną jeszcze kilka tomów, może się kiedyś polubimy. Fabularnie autor jest w formie, znów złamał niejedno czytelnicze serce. Zdecydowana jestem ocenić tę powieść na 7 (dwa oczka wyżej do poprzedniej części),mając nadzieję, że to po tym, co się wydarzyło Seweryn i Kaja odpoczną od siebie.
Książka idealnie wpasowała się w wyzwanie czytelnicze z hashtagiem #klubniespokojnejstarosci organizowanym przez @zakurzona.biblioteczka i @lechita92 w kategorii: Mój rówieśnik – książka, która została wydana, gdy autor był w moim wieku.
Niedawno dostałam e-maila od wydawnictwa Filia z ciekawym zaproszeniem:
,,Czy zdecydujesz się zrecenzować książkę, nie znając jej opisu
ani okładki? Czy wystarczy Ci informacja, że książka jest bestsellerem na
Amazonie i była nominowana do nagrody Waltera Scotta w 2024 roku?’’
Jak widać, to wystarczyło, bym zdecydowała się przeczytać książkę. Miałam
niezłą frajdę, czekając na paczkę.
Dom mego ojca autorstwa Josepha O'Connora
to inspirowana prawdziwą historią opowieść o księdzu Hugh’u O’Flahertym,
który ryzykował własne życie, by pomóc tysiącom ludzi wydostać się z Rzymu
podczas II wojny światowej.
Jest wrzesień 1943 roku – szef Gestapo Paul Hauptmann rządzi Rzymem. Żydzi,
dyplomaci, uchodźcy, uciekinierzy z więzień alianckich szukają schronienia w
Watykanie. Grupa przyjaciół na czele z księdzem stara się pomóc tym, którzy
znaleźli się w niebezpieczeństwie. Czy heroiczna walka odniesie pożądany
skutek?
Nie znałam wcześniej historii księdza Hugh’a, dlatego z ciekawością podeszłam
do powieści, nie próbując poszerzać swojej wiedzy przed zakończeniem czytania.
Nie wiedziałam, do jakiego stopnia autor inspirował się historią bohatera, i
nie chciałam oceniać tej książki jedynie przez pryzmat fabularnych zaniedbań,
niedociągnięć czy niepotrzebnego naginania faktów. Chciałam mieć czystą głowę i
na początku zdać się na to, co ma mi do zaoferowania autor.
Nie jestem okładkową sroką, ale na temat oprawy muszę się wypowiedzieć. Jako że
książka, o czym wspomniałam powyżej, była tajemnicą, pierwsze, na co zwróciłam
uwagę to właśnie okładka, która skojarzyła mi się z serialem Ptaki ciernistych
krzewów. Oba dzieła odbiegają od siebie tematyką, moje skojarzenie wynikało
raczej z tego, że na zdjęciu znajduje się ksiądz. Jedyne co mam na swoją obronę
to to, że wobec własnych skojarzeń jestem bezradna.
Wracając do książki, bezapelacyjnie ksiądz Hugh jest bohaterem, który
zasługiwał na to, by powstała o nim powieść, która podkreśli jego bohaterstwo.
Muszę z lekkim smutkiem przyznać, że spodziewałam się nieco innego prowadzenia
narracji. Płynność, lekkość stylu autora, jaką udało się wydobyć tłumaczowi,
jest zaletą tej opowieści, jednak myślałam, że główny temat zostanie
„ugryziony” z innej strony. W sumie tylko do tego mam zastrzeżenia, bo książkę
czyta się naprawdę dobrze, zdołałam wchłonąć zarówno klimat wojny, jak i Włoch,
co powodowało, że bardzo angażowałam się w to, co aktualnie czytam. Ode mnie
8/10.
14. Folwark zwierzęcy George Orwell wydawnictwo Błysk
W szkole, zwłaszcza w gimnazjum unikałam lektur jak ognia. Pamiętam, że jak omawiano ją na jednej z lekcji polskiego, byłam szczerze zdziwiona tym, dlaczego pani kazała uczniom przeczytać bajkę o zwierzętach. Dziś już wiem dlaczego. I jestem przekonana o tym, że za szybko jest ta powieść czytana w szkole. Historia ukryta za zwierzętami gospodarstwa domowego jest na tyle głęboka i warta ogromnej analizy – warto dać jej przestrzeń dla nieco starszego grona odbiorców. A najlepiej wrócić do niej po latach i zrozumieć, że ta powieść była, jest i będzie aktualna już zawsze. Zwierzęta na farmie pod przewodnictwem Świni Napoleona dokonują buntu przeciwko swojemu właścicielowi, Panu Jonesowi, który traktuje je okrutnie. Zwierzęta postanawiają zbudować społeczeństwo równości, w którym wszystkie będą wolne i traktowane sprawiedliwie. Z czasem jednak władza w farmie zostaje przejęta przez jedną z grup zwierząt – świnie, które zaczynają coraz bardziej przypominać ludzi, których kiedyś obalili. W miarę jak władza staje się coraz bardziej skoncentrowana w rękach jednej grupy, idea równości zostaje wypaczona, a zwierzęta stają się ponownie niewolnikami, tym razem nie ludźmi, lecz swoimi własnymi oprawcami. Po przesłuchaniu książki, trochę brakuje mi słów na to, by podsumować swoją opinię. Wiem jedno, każdy powinien zapoznać się z tą powieścią, która szokuje swoim przekazem, nie traci na wartości ani aktualności i jasno pokazuje ciemną stronę ludzkości. Ode mnie 9/10.
15. Oczy szeroko otwarte Jacek Bartosiak wydawnictwo Literackie
Geopolityka nie jest moją mocną stroną, dlatego też osoby z nią związane nie były mi zbyt znane. Pana Jacka Bartosiaka po raz pierwszy zobaczyłam na ekranie za sprawą jego wizyty w Kanale Sportowym i byłam pozytywny zaskoczona jego ogromem wiedzy i sposobu, w jaki tę wiedzę przekazuje. Od tego momentu starałam się nadrabiać jego rozmowy, wywiady, jednak mimo tego, że mam na półce jego książki nie odważyłam się po nie sięgnąć. Towarzyszyło mi ciągłe wrażenie, że nie mam jeszcze na tyle otwartej głowy i odwagi, by zmierzyć się z tematyką, która nadal mnie przerasta. Jednak dzięki wyzwaniu @empikgo przełamałam się i oto na tapet wzięłam najnowszą książkę autora i przyznaję, że zaskoczyłam samą siebie, bo audiobook pochłonął mnie zupełnie. Tę książkę zdecydowałam się wchłonąć w takiej formie, bo po pierwsze nie mam jeszcze na półce wydania papierowego wydania, a po drugie lubię głos pana Antoniego i chciałam tę przygodę spędzić właśnie z nim. Pierwsze uczucie, jakie towarzyszyło mi po przesłuchaniu audiobooka to szok. Nie wszystkie zagadnienia potrafiłam zrozumieć, nie wszystkie zależności były mi znane, ale ogólny wydźwięk do mnie przemówił i wnioski, które wyniosłam, tak mnie zszokowały. Będę się powtarzać, ale jestem pełna podziwu dla wiedzy pana Jacka i umiejętności jej przekazywania. Ode mnie 10/10.16. Rytuały wody Eva Garcia Saenz de Urturi wydawnictwo Muza
Kiedy pięć lat temu po raz pierwszy sięgnęłam po twórczość pani Evy i przeczytałam Ciszę białego miasta, byłam zachwycona klimatem, stylem i fabułą. Miałam w planach sięgnięcie po kolejne tomy z tej serii, ale strach przed tym, że nie spełnią moich zawyżonych wymagań, skutecznie mnie odwiódł od mojego zamiaru na parę lat. W końcu się zmobilizowałam i ‘‘zaliczyłam’’ Rytuały wody. Jakie są moje wrażenia? W górach zostaje znalezione ciało kobiety, będącej w ciąży. Została ona utopiona w celtyckim kotle z wodą i powieszona za nogi na drzewie. Okazuje się, że kobieta była znajomą Krakena sprzed lat. Czy dojdzie do kolejnych zabójstw? Jaką rolę odegra w tym wszystkim ciężarna partnerka Krakena? Oddałabym wiele, by zachwycić się tą powieścią, jak miało to miejsce przy okazji pierwszego tomu. Niestety się nie udało. Żeby nie było, to nie jest zła książka. Po prostu moje wymagania były zbyt wygórowane. Początek był bardzo ciekawy, bo dzięki temu, co jakiś czas fabuła prowadziła nas do przeszłości, a dzięki niej jeszcze lepiej mogliśmy poznać Krakena. Poza tym hiszpański klimat ma to do siebie, że trudno mu się oprzeć i książkę naprawdę czytało mi się z przyjemnością. To, co mi najbardziej przeszkadzało to wątek miłosny, który można by spuentować jednym zdaniem: kocham cię, ale cię nie lubię. Wiem, że on był pot tym kątem pisany, bo pasował do fabularnych rozwiązań, ale nie czułam tego jako czytelnik. Jeżeli chodzi o sprawce całego zamieszana, w połowie zaczęłam się domyślać, kto jest winny, ale nie zepsuło mi to zabawy. To, że ja się domyśliłam, nie oznacza, że to jest takie łatwe, bo wbrew pozorom autorka skutecznie myli tropy. Ode mnie 7/10. Po trzeci tom sięgnę wcześniej niż za 5 lat.Książka idealnie wpasowała się w wyzwanie czytelnicze z hashtagiem #klubniespokojnejstarości organizowanym przez @zakurzona._biblioteczka i @lechita92 w kategorii Cicha woda a na dnie trup – książka, której fabuła ściśle wiąże się z wodą.
17. Zimna kalkulacja Michael Tsokos wydawnictwo Skarpa Warszawska
Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.O autorze książki Michaelu Tsokosie do niedawna wiedziałam niewiele. W zasadzie tylko tyle, że jest współautorem książek innego niemieckiego pisarza Sebastiana Fitzka. Dzisiaj wiem, że pan Michael nie tylko jest pisarzem i twórcą przeuroczej postaci, jaką jest Sabine Yao, jednak co najważniejsze jest lekarzem medycyny sądowej, a swoją wiedzę wykorzystuje w powieściach.
'' Zimna kalkulacja'' to drugi tom przygód Sabine Yao pół Niemki, pół Chinki, która z zawodu jest lekarzem medycyny sądowej. Żeby ją bliżej poznać, trzeba sięgnąć po pierwszy tom jej przygód pt. '' Z zimną precyzją'', bo akurat w tym tomie Sabine nie gra pierwszych skrzypiec. Czy to dobrze, czy źle? Odpowiem w podsumowaniu.
Sabine Yao zostaje przydzielona do zbadania dwóch oszpeconych ciał starszych ludzi, które zostały odnalezione w lesie. Jej zadaniem jest zbadanie co, doprowadziło do śmierci dwojga ludzi: zabójstwo a może samobójstwo rozszerzone. W tym samym czasie były agent służb specjalnych – Khalaf na prośbę matki zajmuje się poszukiwaniem ośmioletniego chłopca. Kiedy mężczyzna dowiaduje się, że zaginiony chłopiec nie jest pierwszym, który zaginął, postanawia włączyć do śledztwa policję. Sprawą zajmuje się Monica Monti, która za wszelką cenę chcę rozwiązać tę sprawę.
Muszę przyznać, że choć w powieściach pana Michaela akcja nie leci na łeb na szyję, to podoba mi się wolniejszy styl prowadzenia akcji, smaczki ze stołu sekcyjnego ubarwiają fabułę i powodują, że coraz bardziej jestem tą strefą żywo zainteresowana. Napisałam powyżej, że odniosę się do tego, co czuję w związku z tym, że w tym tomie Sabine było mało. Jest mi trochę nieswojo i smutno, bo w pierwszym tomie miałam okazję poznać Sabinę przy okazji dwóch śledztw i bardzo się z nią polubiłam i teraz kiedy było jej nieco mniej, czułam niedosyt. Jednak kiedy do głosu doszła Monica Monti, dotarło do mnie, że zatęskniłam za rasowym kryminałem i ciekawą zagadką kryminalną i to, że ktoś inny przejął pałeczkę w tej historii, już aż tak bardzo mi nie przeszkadzało. Poza tym Monica to babka z temperamentem i charyzmą wierzę, że obie z Sabine w kolejnych tomach stworzą doskonały dream team. Ode mnie 8/10.
18. Gdy nikt nie patrzy M.M. Perr wydawnictwo Prozami
Gdy cztery lata temu sięgnęłam po pierwszy tom z cyklu o podkomisarzu Lwie, byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Wiem, że przerwa czasowa między pierwszym a drugim tomem na to nie wskazuje, ale nie zawsze jest mi dane podążać za daną serią, tak jakbym tego chciała. Jednak w końcu się przełamałam i poniżej podzielę się swoją opinią na temat tego tomu.Podkomisarz Lew po stracie żony i dwójki dzieci w pożarze, po zwolnieniu z policji, mieszka wraz z dwójką ocalałych dzieci i ojcem z demencją, nieustannie pracując nad sprawą Kality. Pomaga mu w tym jego koleżanka z pracy aspirantka Sonia Czech. Kiedy w lesie znalezione zostają poćwiartowane ludzkie zwłoki w workach na śmierci, Robert jest przekonany o tym, że to sprawka mężczyzny, którego nie udało mu się wsadzić do pudła rok temu i którego podejrzewa o podpalenie domu. Czy w pojedynkę uda mu się udowodnić winę? A może tym razem się myli i brak z jego strony obiektywności spowoduje, że niewinna osoba zostanie oskarżona?
Robert nieprzypadkowo ma na nazwisko Lew, bo jest ono mocno związane z jego charakterem. Jest nieustraszony, walczy do końca, robi wszystko, by ochronić swoją rodzinę przed złem. Bardzo go lubię. Jednak fabuła nie do końca przypadła mi do gustu. Nie mam zastrzeżeń do konkretnych sytuacji – ilość ofiar nie przypadła mi do gustu. Wiem, że dla dobra fabuły trzeba podgrzać atmosferę, ale nie takim kosztem. Ileż ten Lew ma jeszcze przeżyć? Mam nadzieję, że w kolejnych tomach autorka go oszczędzi. Bardzo lubię styl autorki i dobrze mi się czyta jej książki. Ode mnie 8/10
Komentarze
Prześlij komentarz